środa, 14 sierpnia 2013

II Mistrzostwa Polski w Łucznictwie Tradycyjnym

Na blogu od dawna nic nie pojawiało się - miałem bardzo pracowity kwartał, nawet na łucznictwo nie starczało czasu, co dopiero na pisanie o łuczniczych sprawach... Miała się tu znaleź relacja z ostatniej Ligi Południe, ale sprawa przedawniła się już znacznie. Za to wczoraj zakończyły się drugie Mistrzostwa Polski w Łucznictwie Tradycyjnym, organizowane przez Polskie Stowarzyszenie Łucznictwa Tradycyjnego. Byłem, widziałem, zdjęcia robiłem, więc dla tych, którzy pojawić się nie mogli lub nie chcieli, moja mała relacja.

Miejsce


Całość zawodów rozegrała się w grodzie w Grzybowie. Jest to idealne miejsce do rozgrywania dużych imprez łuczniczych z powodu lokalizacji w centrum Polski i budowy samego grodu: do dyspozycji łuczników jest bardzo duży, równy teren zielony, otoczony z trzech stron wałami ziemnymi. Pokaźna brama grodu ma dwa tarasy widokowe, z których też można strzelać. Dodatkowo na terenie znajduje się nieco drzew, dających przyjemny cień.

Brama z grodu z tarasami widokowymi po lewej i prawej stronie.


Oficjalne rozpoczęcie zawodów.

Harmonogram i organizacja


W tym roku pojawił się wyraźny podział na dwa dni - pierwszego dnia były rozstawione konkurencje bojowe, 3d, 2d oraz tarczówka, natomiast trzeciego dnia przygotowano tory do strzelania na duże odległości oraz zorganizowano strzelanie clout.

Zawody rozpoczęły się w sobotę 10 sierpnia o godzinie 11:00 a zakończyły w niedzielę 11 sierpnia około godziny 19:00.


Piotr Gonet i Olga Świderska-Nawalny, główni organizatorzy.

Jak zwykle PSŁT bardzo dobrze wywiązało się z zapewnienia łucznikom wszelkich udogodnień. Na miejscu (w pierwszym dniu) były dostępne dwie toalety, około 10 toi-toiów (przez cały czas) oraz szereg umywalek pod gołym niebem. Na przygotowanym stoliku czekały czajniki elektryczne i wszystkie potrzebne rzeczy do zrobienia sobie herbaty. W cenie wpisowego, w pierwszym dniu przysługiwała uczestnikom zupa oraz bardzo dobry obiad, w drugim śniadanie (szwedzki stół)  i również obiad. Każdy z łuczników mógł też zabrać na zawody butelkę wody mineralnej. Dodatkowo, przez większość czasu trwania zawodów, uczestnicy mogli zakupi pyszne ciasta od Koła Gospodyń Wiejskich.

K.G.W.


Kategorie sprzętowe i wiekowe

Jak w ubiegłym roku, wyniki były podawane w 4 kategoriach:

- łuk tradycyjny bez półki,
- łuk tradycyjny z półką,
- łuk naturalny,
- łuk hunter.

Strzelcy byli dodatkowo podzieleni na klasyfikację seniorów oraz juniorów.


















Konkurencje

Konkurencje podzielono na 4 kategorie: tarczówka, cele 2D, cele 3D, konkurencje bojowe, konkurencje odległościowe (rozgrywane drugiego dnia). Łącznie każdy uczestnik oddał 188 strzałów.

Tarczówka odbywała się na dystansach 20, 30 i 40 metrów, z każdego dystansu strzelano w trzech pozycjach - stojąc bokiem, klęcząc i stojąc tyłem. Tarcze fita 80cm były punktowane od 1 do 5 punktów.






W kategorii 3d, dzięki uprzejmości Adama Bisoka, właściciela celów, przygotowano 10 figur, z punktacją 6 - 5 - 4 w strefie oraz 2 punkty za trafienie w figurę.


Jeleń?
Dzik
Podobno kozioł.
Grizzly.
Kolejna kozica.
Kolejny dzik.
Sporych rozmiarów jeleń.
Jakieś małe, trudne do trafienia zwierzę. Jenot?
Stojący wilk, którego słabo widać.
Siedzący wilk.


W konkurencji 2D zawodnicy mieli za zadanie oddać po jednej strzale do 5 celów różnej wielkości, przechodząc wzdłuż wyznaczonej linii - za pierwszy razem od lewej strony do prawej, za drugim razem od prawej do lewej. Wszystkie strzały musiały zostać oddane w ciągu 45 sekund. 




video


Konkurencje bojowe składały się z wielu różnorodnych celów, do których strzelaliśmy na różnych zasadach.

Wahadło, czyli 6 strzałów do ruchomego celu z dystansu 20 i 30 metrów. 




Koń jaki jest, każdy widzi. Konkurencja polegała na oddaniu 2 strzałów do każdej z 3 tarcz kołyszących się na wietrze.



Konkurencja okienka to dwukrotne oddanie serii trzech strzałów do sylwetek wojowników, przez otwory w kształcie krzyża. Wysokość umieszczenia otworów wymuszała strzelania w pozycji pochylonej.




Tańczący z palikami to konkurencja składająca się z trzech stanowisk, na każdym łucznik oddawał po 2 strzały do jednej z 3 sylwetek wojownika. Na pierwszym stanowisku należało strzelać w pozycji "tyłem", na drugiej klęcząc, na ostatniej stojąc bokiem. Wszystkie strzały musiały zostać oddane w ciągu 40 sekund.



Konkurencja przekładaniec (specyficzna nazwa) polegała na oddaniu 3. strzałów z każdego z dwóch stanowisk, do 3 różnych celów, w czasie 35 sekund. Czasu było niewiele i nie każdemu udało się wystrzelić wszystkie strzały.


video

Kolejną konkurencją bojową było strzelanie do sylwetki wojownika odchodząc od celu lub podchodząc do niego, oddając po jednym strzale z każdej odległości (15, 20, 25, 30, 35 i 40 metrów).



Znany łuczarz Sylwester Styrczula wraz z synem Wojciechem



Drugiego dnia zawodów przygotowano trzy konkurencje na dalekich dystansach: strzelanie do sylwetki rycerza na koniu (70 i 90 metrów), strzelanie do grupy sylwetek wojowników (60, 80 i 100 metrów, punktowane było równierz trafienie w wyznaczone pole, otaczające wszystkie sylwetki) oraz clout.


















Strzelanie typu clout odbyło się z tarasów widokowych nad bramą grodu. Celem były trzy okręgi ułożone koncentrycznie na trawie, punktowane 10, 8 i 5 punktów, w odległości około 150 metrów.
















Subiektywna ocena

Zorganizowanie Mistrzostw Polski w Łucznictwie Tradycyjnym jest niewątpliwie wielkim sukcesem PSŁT, jest też niezwykle ważnym wydarzeniem dla całego środowiska łuczników tradycyjnych w Polsce. Drugie mistrzostwa, podobnie jak ubiegłoroczne, były imprezą bardzo udaną, przygotowaną z dużą starannością i dużym nakładem pracy. W porównaniu do innych turniejów na jakich byłem, Mistrzostwa wyróżniały się bardzo dobrym przygotowaniem celów, przez które nie przechodziły strzały i które były wodoodporne. Świetnie też zaplanowano rozmieszczenie poszczególnych konkurencji, stawiając cele przed wałami ziemnymi, co utrudniało zgubienie lub zniszczenie strzał. Trzy konkurencje (koń, tarczówka, wahadło) były również zabezpieczone dobrymi strzałochwytami. Podobnie dużym plusem było dla mnie zadbanie o jedzenie i sanitariaty dla uczestników, przygotowanie integracyjnego ogniska z soboty na niedzielę oraz przygotowanie salwy płonącymi strzałami, która była niezapomnianym przeżyciem.



Tak duża impreza nie obeszła się też bez pewnych niedociągnięć. Kwestią do przemyślenia przez organizatorów jest przebieg samych konkurencji. Przede wszystkim niektóre z nich były nieporównywalnie dłuższe od innych, np. wahadło czy cała tarczówka, co powodowało stałą kolejkę chcących wziąć w nich udział. Ale o ile pierwszego dnia przechodzenie grup pomiędzy konkurencjami odbywało się dość sprawnie, o tyle drugiego wystąpiły poważne opóźnienia, ponieważ dopiero wtedy dostawiono dwie konkurencje na duże odległości (rycerz i wojownicy) a oczekujących na nie grup było aż piętnaście.

Subiektywnie oceniam też jako wadę zaplanowanie Mistrzostw na dwa dni. Zakładam, że ideą takich zawodów jest zgromadzenie jak największej ilości łuczników by wyłonić najlepszego z nich, więc organizowanie dwudniowej imprezy, kończącej się w niedzielę późnym wieczorem, jest kłopotliwe dla osób, które dojechały na miejsce z daleka i mają różne obowiązki w poniedziałek rano. Osobiście z mistrzostw wróciłem do domu o 1 w nocy.


Odczytanie wyników i wręczenie medali.







Podsumowując wszystkie za i przeciw, osobiście z udziału w Mistrzostwach jestem bardzo zadowolony. Zdecydowanie są to zawody na których warto być, do których warto się przygotowywać i na które warto organizować urlop (jeśli forma dwudniowa zostanie utrzymana). Mniej jestem usatysfakcjonowany swoim wynikiem - po cichu marzyłem o miejscu w pierwszej dziesiątce a skończyłem na miejscu 17 :-)

No cóż, wypada zabrać się do treningów, w końcu już 31 sierpnia w Żuradzie odbędzie się kolejna runda Ligi Południe.



Autor bloga wraz ze swoją grupą.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz