środa, 25 kwietnia 2012

Bezpieczne zabawy bronią...


Dzisiaj będę trochę straszyć :-) Na początek, dla osób o mocnych nerwach, moje ulubione, krwawe zdjęcie:


Źródło: http://www.newjerseyhunter.com

















Co się przydarzyło panu? Prawdopodobnie przeciągnął strzałę (napiął łuk zbyt mocno) i niefortunnie ją wypuścił, dziurawiąc własną dłoń. Nawiązując do treści tego posta można by powiedzieć: dobrze, że trafił tylko w rękę i do tego w swoją :-) Gdyby był to brzuch kolegi/koleżanki lub przechodzącej w pobliżu osoby, byłoby znacznie gorzej...

O wypadkach w łucznictwie nie słyszy się zbyt często. Czy jest to spowodowane niezwykłą dbałością łuczników o bezpieczeństwo czy też niszowością naszego sportu? Oby prawidłową odpowiedzią była pierwsza hipoteza. Osobiście uważam, że bezpieczeństwo jest podstawą, podstawą niezwykle ważną. Nasz sport, który po latach niebytu dopiero odradza się w Polsce, w tych kwestiach powinien czerpać z doświadczeń łuczników sportowych.

Dbajmy o nasze bezpieczeństwo na treningach i turniejach a nie doczekamy ustawy zmuszającej do wyrabiania pozwolenia na posiadanie łuku :-)


Łuk jest bronią


Łucznictwo jest rzecz jasna sportem, ale każdy zawodnik trzyma w ręce broń, zdolną do ranienia czy nawet zabicia żywej istoty. Nigdy nie należy o tym zapominać i zawsze bezpieczeństwo powinno być na pierwszym miejscu podczas organizacji miejsca do strzelania, ustalania konkurencji i organizowania strzelania na zmianę ze zbieraniem strzał.

Absolutnie niedopuszczalnym jest kierowanie napiętego łuku z nałożoną na cięciwę strzałą w kierunku drugiej osoby! I nie ma tu znaczenia czy ma to być żart, czy chcemy kogoś nastraszyć etc. Musimy założyć, że łuk może wystrzelić, że ktoś może nas popchnąć, że palce mogą nam się ześliznąć z cięciwy. Napięty łuk musimy traktować trochę jak broń palną- obsługując ją zawsze zakładamy, że jest nabita i że w każdej chwili może nastąpić wystrzał.

Proponuję też przyjąć zasadę: nigdy nie oddajemy strzału, gdy przed nami znajduje się człowiek lub gdy nie mamy pewności, że nikogo przed nami nie ma.


Miejsce do strzelania


W łucznictwie warto dmuchać na zimne i brać pod uwagę najgorsze (brzmi groźnie ale: patrz wyżej) :-) Wybierając miejsce do strzelania musimy więc założyć, że w każdym lesie jest co najmniej jeden zabłąkany grzybiarz, za każdym wzgórzem stoi grupka ludzi i zza każdego budynku może wybiec człowiek lub wyjechać rowerzysta.

Idealną sytuacją jest, gdy strzelamy na przygotowanym torze, stojąc przed wałem ziemnym na szczycie którego umieszczono solidny, drewniany strzałochwyt. Nie jest jednak tajemnicą, że torów łuczniczych w Polsce jest bardzo mało (a jeszcze mniej jest takich na które są wpuszczani łucznicy tradycyjni), więc najczęściej będziemy szukać terenów zielonych- prywatnych lub ogólnie dostępnych.

Najłatwiej (bądź najtrudniej) będzie nam znaleźć miejsce przed wałem ziemnym, usypanym z miękkiej ziemi, bez kamieni, żwiru etc. Jeśli wał ma odpowiednią wysokość , strzelanie będzie bezpieczne- chybione strzały wyłapie wał, dodatkowo mamy pewność, że nikt niezauważony nie wejdzie za cel. Dużo trudniej zorganizować dobre miejsce na płaskim terenie. Musimy przede wszystkim zadbać o to, by wszystkie zbliżające się osoby i zwierzęta (np psy, ewentualnie z właścicielami) były widoczne odpowiednio wcześnie i z dużej odległości. Dla poprawienia komfortu strzelania (zbierania chybionych strzał), możemy zastosować strzałochwyt, czyli...


Strzałochwyt


...czyli obiekt zatrzymujący strzały, które nie trafiły w cel :-) Może to być drewniana konstrukcja, może to być wspominany wał ziemny, może to być profesjonalna siatka. Należy pamiętać, że strzałochwyt służy raczej do tego by nie gubić strzał niż do dbania o bezpieczeństwo. Nigdy nie możemy mu ufać w 100%, zawsze może zdarzyć się sytuacja, gdy np przez siatkę przebije się strzała,  więc nadal musimy dbać, by za celem nikt się nie kręcił.

Domowymi sposobami możemy wykonać strzałochwyt np z wielokrotnie złożonej geowłókniny, grubego koca, włókniny do zabezpieczania oczek wodnych etc. Market budowlany zawsze będzie przyjacielem łucznika :-)


Umiejscowienie strzałochwytu, źródło: www.harrod.uk.com

















Źródło: www.greenbowsports.co.uk

















Organizacja strzelania w grupie


Zwykle strzelanie organizuje się tak, że wszyscy łucznicy stają przed wyznaczoną (czy wyobrażoną linią), której nikt nie przekracza aż do opróżnienia kołczanu przez ostatniego łucznika. Następnie ktoś podaje komendę "no to zbieramy strzały" lub bardziej profesjonalnie: "do tarcz!"- wtedy dobrze zorganizowani łucznicy idą do tarcz i wszystko odbywa się bezpiecznie :-) Nie możemy zgadzać się na sytuację, w której ktoś staje przed szeregiem, bo "chcę strzelać z bliższej odległości". W takim wypadku możemy cele ustawić w różnej odległości, nigdy łuczników.

Podczas samego szukania zgubionych strzał w trawie dobrze jest patrzeć pod nogi :-) Niby trywialna uwaga, ale zgodnie z prawami Murphy'ego, strzały wyjątkowo często są łamane przy pomocy butów, możliwe jest też wbicie strzały w stopę obutą w sandał ;-)

No a czy wyjmowanie strzał ze słomianki może być również niebezpieczne? Tak :-) Naprawdę częstym wypadkiem jest dźgnięcie łucznika stojącego za naszymi plecami strzałą, którą właśnie wyszarpnęliśmy z celu!


Więcej niż jeden tor


Co w sytuacji gdy strzelamy w dwóch grupach do dwóch różnych celów, czyli mamy zorganizowane dwa równoległe do siebie tory łucznicze? Moim zdaniem do obowiązków odpowiedzialnego organizatora strzelania należy zorganizowanie etapów "strzelania" i "wyjmowania/szukania strzał", w ten sposób by wszystkie grupy podchodziły równocześnie do tarcz i nikt nie wychodził poza linię strzelania. Spowodowane jest to tym, że musimy zawsze zakładać, że nasz sprzęt lub umiejętności zawiodą i że nie wystrzelimy tam gdzie celujemy tylko np o 30 stopni w lewo, lub, że strzała odbije się rykoszetem od celu i ugodzi kogoś (niejednokrotnie widziałem, jak strzała odbija się pod kątem 90 czy nawet 180 stopni- w przypadku strzały aluminiowej).


Dbałość o sprzęt


Dbałość o sprzęt przekłada się na dbałość o bezpieczeństwo strzelających- strzelając z uszkodzonego łuku czy strzał ryzykujemy, że zrobimy sobie lub komuś krzywdę. O co więc powinniśmy zadbać?

* nigdy nie zwalniamy cięciwy bez nałożonej na nią strzały (co nazywamy "suchym strzałem")- może to skutkować uszkodzeniem łuku,

* przed strzałem zawsze sprawdzamy, czy strzała nie jest uszkodzona (czy nie jest pęknięta, czy nie ma uszkodzonej osadki, odklejonej lotki). Oddanie strzału uszkodzoną strzałą może skutkować wbiciem w rękę jakiegoś jej elementu albo uszkodzeniem łuku wskutek oddania "suchego strzału",

* przed rozpoczęciem treningu sprawdzamy też czy nasz łuk nie jest uszkodzony- czy nie ma na nim pęknięć, czy nie rozkleja się, czy cięciwa jest w dobrym stanie,

* nigdy nie zostawiamy na dłużej łuku z nałożoną cięciwą (w szczególności łuku z drewna...), nigdy nie zostawiamy łuku na ostrym słońcu. W pierwszym przypadku, łuk będzie szybciej "tracił moc" (fachowo mówiąc- "układał się za cięciwą", odkształcał), w drugim grozi nam rozklejenie łuku tradycyjnego ( o ile jest klejony). Dbamy też, by łuk nie wchodził w kontakt z wodą czy nie leżał w wilgotnych miejscach.



Ok, czy nastraszyłem dość mocno? Mam taką nadzieję :-) Wolę już by ktoś powiedział: "ej Panda, ty to jesteś przewrażliwiony i nie masz fantazji" ;-) niż by ktoś, namówiony przeze mnie do strzelania, zrobił sobie krzywdę. Na koniec przytoczę słowa mojego taty, które co prawda dotyczyły jazdy samochodem, ale trafiają w sedno sprawy:

"Bezpieczeństwo nie zależy od ostrożności za wszelką cenę, ale od wyobraźni i umiejętności przewidywania, co się za chwilę może zdarzyć."

Bezpiecznego strzelania!




3 komentarze:

  1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  2. Chyba obale twoja teorię to bełt od kuszy a jak by się chciało poszukać to jest to zdjęcie do artykułu gość wywrócił się na polowaniu i przebił łapę ......

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzę, że drugi komentarz jest dużo milszy, to dobrze wróży na przyszłość :) Jednak wiedzę do artykułów czerpię z doświadczenia a nie monitora, jak twierdzisz drogi anonimie. Niestety nie dysponuję zdjęciami blizn znajomych po przypadkowych postrzałach w dłoń łuczną :) , w każdym razie te postrzały musiały wyglądać podobnie do tego ze zdjęcia. I szczerze wątpię by w taki sposób można było wbić sobie strzałę podczas upadku :D , jak dla mnie jest to ewidentnie postrzał z łuku. Ale rzeczywiście nie znam dokładnej historii użytego zdjęcia i chętnie zobaczę źródło potwierdzające inny przebieg wydarzeń - mój opis wypadku jest domniemaniem :)

      Usuń